teatrzyk1

11 września o godzinie 8.00 wyruszyliśmy z placu J. Piłsudskiego na wycieczkę integracyjną. Opiekunami były: nasza wychowawczyni p. Joanna Mazurowska, p. pedagog Maria Achranowicz oraz p. przewodnik Sabina Przybyłowska. W drodze do leśniczówki „Pranie” pani przewodnik opowiadała o dziejach Warmii i Mazur. Przybliżyła nam wydarzenia z czasów,  kiedy te ziemie zamieszkiwały plemiona Prusów. Pokazywała nam zabytki, jakie mijaliśmy po drodze: choćby chaty mazurskie, domy starowierców, czy klasztor nad jeziorem Duś. Było to niezwykle interesujące i pouczające.

O godzinie 9.00 dotarliśmy do leśniczówki „Pranie”. Las, który ją otaczał, pachniał i rozkwitał w słońcu. Aż trudno było uwierzyć w to, że to kiedyś były łąki. W wejściu do leśniczówki „powitała” nas zielona gęś, ta sama, która dała nazwę „Teatrzykowi”. Stała na podwyższeniu obrośniętym winoroślą. Od niej po prawej stronie stał ceglany dom, a obok teatr ze sceną. Za domem można było obejrzeć pomnik wielkiego poety. Pełni podziwu dla tego przepełnionego harmonią miejsca, poszliśmy do muzeum. Jest ono poświęcone twórczości Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Przewodnicy opowiadali o poecie z takim zamiłowaniem jakby mówili o swoim najbliższym przyjacielu.

Przypomniał mi się wtedy mój dawny nauczyciel języka polskiego. Bardzo chciał przyjechać w to miejsce. Uwielbiał twórczość K. I. Gałczyńskiego. Nawet wystawiliśmy z nim „Teatrzyk Zielona Gęś”.

Gdy zwiedziliśmy muzeum, bogatsi o nową wiedzę, wróciliśmy do autobusu. Ciężko było nam pożegnać się z tym miejscem przepełnionym duszą i uczuciami poety, który niegdyś tam tworzył.

Następnie pojechaliśmy do Leśniczówki w Piersławku. Tworzył tam arcydzieła nieco mniej znany poeta i pisarz Ernst Wiechert, piewca ziemi mazurskiej, który uwielbiał polowania. W muzeum był nawet wypchany wilk, którego moja koleżanka Kasia nazwała Fafikiem.

Po zwiedzeniu i wpisaniu się do kroniki muzealnej mieliśmy ognisko z kiełbaskami. Wówczas p. pedagog przeprowadziła z nami zabawy integracyjne. Po upieczeniu kiełbasek podziękowaliśmy p. przewodnik i ruszyliśmy w drogę powrotną.

W autobusie nikt nie miał odwagi śpiewać, ale mimo to wszyscy byli zadowoleni. Zdecydowanie pojechałabym jeszcze raz do tej krainy łagodności i harmonii.

Agnieszka Sobolewska klasa 1 c